Droga do Rio

Zdając sobie sprawę, że ostatnim meczem, w którym – nazwijmy to – czynnie brałem udział był finał Mistrzostw Świata w Spodku dotarła do mnie kolejna, niezwykle istotna rzecz. Mimo, że jesteśmy już chyba na zawsze naznaczeni (później powiem Wam min. w jaki sposób) mistrzostwem świata, ten tytuł realnie, bez żadnego zamydlania oczu, leży już na półce. Nikt już o nim głośno nie mówi. Chcemy teraz bilety do Rio. Chcemy tam pojechać by powalczyć o medal i wszystkie nasze myśli są skoncentrowane właśnie na tym celu. Bo to cele kształtują nas tymi kim jesteśmy. A my zawsze walczymy o pełną pulę.

W dniu, w którym rozpoczynamy rozgrywki Ligi Światowej trudno o inną deklaracje. My chcemy medalu na Igrzyskach, chcemy na nie pojechać i wszystko co przed nami będzie naznaczone ciężką pracą i wielkim wyzwaniem. Co roku niezwykle trudno wywalczyć awans do Final Six Ligi Światowej a Puchar Świata, który odbędzie się we wrześniu, to turniej z kategorii „win or die”. A przecież na deser mamy jeszcze Mistrzostwa Europy.

Staram sobie przypomnieć trudniejszy sezon kadrowy, ale chyba takiego jeszcze nie było.

Kiedy Asseco Resovia w finałowych meczach najpierw była ratowana z opałów przez Rafała Buszka, a później Dawida Konarskiego, rezerwowych, którzy w tym sezonie nie wiele mieli w tym składzie do powiedzenia, śmialiśmy się, że powinno się w trybie natychmiastowym zmienić system rozgrywania finałów PlusLigi. Brakowało zdecydowanie spotkania, zwłaszcza, że w poprzednich latach nas do tego przyzwyczajono, by Paul Lotman wyrwany z otchłani ławki rezerwowej odwrócił losy spotkania i poprowadził Sovię do zwycięstwa.

Bo kiedy sezon długi i ciężki o sile Twojej drużyny świadczy ławka rezerwowych.

Kiedy w 2008 roku Stany Zjednoczone pokonały Brazylię najpierw w finale Ligi Światowej a później w finale Igrzysk Olimpijskich w siatkarskim świecie zapanowało przekonanie, że zwycięstwo w światówce jest gwarancją sukcesu na imprezie docelowej.

Kiedy więc w 2012 roku, tuż przed wyjazdem do Londynu, to my zwyciężyliśmy, automatycznie staliśmy się faworytem do olimpijskiego złota. Rosjanie i Włosi wtedy całkowicie odpuścili Ligę by w ciszy i spokoju przygotować się do Igrzysk. W ostatecznym rozrachunku to oni przywieźli z Londynu medale. I znów świat siatkarskich koncepcji stanął na głowie.

Kiedy więc staje się przed przygotowaniami do najważniejszych imprez trudno znaleźć optymalne rozwiązanie. Jeśli chce się wygrywać należy zawsze dawać z siebie sto procent. A nasza drużyna zawsze chce być na szczycie. Musimy po prostu pracować tak ciężko i mądrze jak w poprzednim sezonie.

Mało kto już to pamięta, ja jednak wciąż do tego wracam, kiedyś – wiem, że w to trudno uwierzyć – na meczach Ligi Światowej nie było kompletu kibiców, a nasza drużyna nie zaliczała się do grona faworytów. Było to jednak tak dawno, że nie jestem w stanie doliczyć się ile już czasu minęło.

Pamiętam jednak, że katowicki Spodek wypełniony był może w połowie. Nasza drużyna walczyła ale poległa. Siedziałem wtedy na trybunach jako kibic i nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś ten sam Spodek stanie się miejscem, w którym założę złoty medal na szyję. I to Mistrzostw Świata.

To co chcę jednak powiedzieć to fakt, że Liga Światowa w zaledwie kilka lat stała się największym siatkarskim świętem w Polsce. Mimo, że imprez jest co nie miara to na światówkę czekają wszyscy. Zwykle to jedyny moment, w którym można zobaczyć w kraju nasz zespół. I tak jest w tym sezonie. Wszystko co najważniejsze odbędzie poza granicami kraju. Dlatego już nie mogę doczekać się tych spotkań. Bo to święto polskiej siatkówki.

Wstyd się przyznać ale nie pamiętam już przeciwnika, z którym biało-czerwoni grali we wspomnianym wcześniej spotkaniu. Pamiętam natomiast dwie rzeczy. Plus, generalny sponsor, rozdawał wszystkim takie tekturowe trąbki, które jeszcze na wiele lat przed wuwuzelami zmieniły obraz i charakter sportowego widowiska. Nagle, być może był to zaczarowany dźwięk tych trąbeczek, coś się w tej hali zmieniło. Bo kiedy po przegranym spotkaniu, w przejściu podziemnym pod Spodkiem, kibice – a było ich może z czterystu – zaczęli głośno trąbić by później zacząć śpiewać „Polska Biało-Czerwoni”. Pamiętam te ciarki na ciele do dziś, i śmiało mogę powiedzieć,  to właśnie tam rodziła się ta atmosfera, do której już dziś wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni.

Być może przesadzam z tymi narodzinami ale bodaj dwa lata później, dwa dni po wprowadzeniu biletów do kas – tak, były takie czasy gdy bilety nie zamawiało się przez internet – już ich nie było i nagle zrozumiałem, że siatkówka wkroczyła, na inny, wyższy poziom. Zaczęło się święto, które trwa do dziś. 

Za nami ciężki ligowy sezon. W zasadzie tylko ja, Stefan i Philippe możemy powiedzieć, że jesteśmy wypoczęci dlatego początki tego sezonu są dla nas niezwykle ciężkie. Zawodnicy zaczynali w trzech różnych terminach i w dniu, w którym zaczynamy granie daleko nam do optymalnej formy.

Nauczeni jednak doświadczeniem wiemy, że to co najważniejsze jeszcze przed nami. Liga Światowa to sześć niezwykle intensywnych tygodni, a każdy z nas wierzy, że dojdzie do tego dodatkowy tydzień i finał w Rio de Janeiro. Tak, dokładnie to samo Rio, do którego chcemy pojechać za rok. Nie wiemy czy starczy nam czasu, zrobimy wszystko by tak było, ale za rok z pewnością będziemy gotowi. Musimy tylko wywalczyć bilety.

Wystarczy sięgnąć pamięcią do zeszłego sezonu by zrozumieć jak ważna była dla nas Liga Światowa. Rozpoczynaliśmy ją bez Mariusza, Gumy, Winiara, Kubiego i Bartka i mimo, że do finału nie awansowaliśmy dała nam dużo więcej niż mogło by się to wydawać.

To właśnie w tych meczach „rodził się”, niekwestionowany MVP PlusLigi, Mateusz Mika. To tu Fabian spędził na parkiecie mnóstwo czasu, który przełożył na doświadczenie tak niezbędne by prowadzić zespół w najważniejszych momentach podczas polskich mistrzostw. I wreszcie to właśnie w tych spotkaniach doskonale spisywał się Rafał Buszek, który wreszcie wychodził z cienia i stał się ważną częścią tego zespołu.

Więc kiedy dziś patrzymy na przyszłość wiemy jak ważny przed nami okres. Wiemy, że mamy w drużynie kilku młodych zawodników, dla których każdy moment spędzony na parkiecie może okazać się kluczowym by w najważniejszych momentach sezonu móc na nich liczyć bo potrzebujemy silnej i skonsolidowanej drużyny. Bo w takim turnieju jak Puchar Świata zwyciężają Ci, którzy mają silną ławkę rezerwowych. Jak Resovia, w której dla każdego jest czas i miejsce by został jej bohaterem.

Wiem o czym mówię. W 2011 roku w Japonii zdobyliśmy srebrny medal bo byliśmy czternastką wojowników gotowych do walki o każdej porze dnia i nocy. I każdy wnosił coś do tej drużyny.

Dla mnie dzisiejszy mecz to powrót  po przerwie do siatkówki. Emocje sięgają zenitu. Dla drużyny to początek dalekiej drogi, która z pewnością nie będzie łatwa. Znamy jednak kierunek.

Liga Światowa to również czas wyjazdów i podróży. Zwykle to tu kształtuje się charakter drużyny. Mimo, że jak już wspomniałem nikt z nas nie spogląda już w przeszłość, to jednak coś z zeszłego sezonu jest wciąż w nas. Mimo, że nie jesteśmy już w tym samym składzie jedno przetrwało. Duch i charakter tej drużyny. Chcemy dawać z siebie wszystko by na końcu osiągać najwyższe cele.

Trzymajcie za nas kciuki! Zaczynamy naszą drogę do Rio.

Ps. Pisałem o naznaczeniu złotem. To był niezwykle wzruszający moment, bo zdarzyło się to po raz pierwszy. Karol i Mariusz w podziękowaniu za pomoc w zdobyciu nagród indywidualnych Mistrzostw Świata zrobili nam niespodziankę. To mały gest wielkich ludzi. Bardzo im za to dziękuje.  Podoba Wam się?

www.yaoskar.pl www.oskarkaczmarczyk.pl

5 thoughts on “Droga do Rio

  1. Piękny ten symboliczny medal. To wspaniały gest chłopaków 🙂
    Czekamy dzisiaj na rozpoczęcie kolejnego, miejmy nadzieję, udanego dla polskiej siatkówki sezonu 😀

  2. Prezent świetny.
    Trzymam za Was kciuki. Dzisiaj, mimo początku sezonu, pokazaliście ogień. Brawo!

    PS. może to niegrzeczne, ale brak interpunkcji troszkę razi w oczy

  3. Na początku (przyznam, że nie od pierwszych wpisów śledziłem blog, lecz później go dopiero znalazłem, jednak większość materiałów z kategorii ya i volley już uzupełniona) gdy zobaczyłem blog stwierdziłem bardzo fajna sprawa. Jednak muszę napisać, że początkowo spodziewałem się bloga prowadzonego typowo z punktu widzenia scoutmana (nie chodzi mi repetytorium), ale analityczne spojrzenie na różne sprawy- bo w ten sposób o siatkówce można rozmawiać sporo. a dla mnie jest ono niezwykle interesujące i sądzę, że na pewno coś ciekawego mógłbym tu wyczytać. Z tego co dostrzegłem blog bardziej w charakterze publicystycznym. JEDNAK podkreślę czyta się go bardzo przyjemnie i czekam na kolejne części- głównie z kategorii ya i volley 😉
    Pozdrawiam

Odpowiedz na „IzaAnuluj pisanie odpowiedzi