Money time

Lotos może wyprzedzić Jastrzębie. Zaksa teoretycznie Transfer. Transfer wciąż może minąć Cuprum. Cuprumowi wciąż potrzeba punktu by być pewnym, że nie minie ich Zaksa. A jak lubinianie zdobędą komplet to mogą minąć – teoretycznie-  Trefl albo Jastrzębski Węgiel. No i na dokładkę wisienka na torcie czyli Resovia – Skra i walka o pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Czas na prawdziwą zabawę.

Amerykanie na największe gwiazdy swojej koszykarskiej ligi NBA mówią „money time players”. Mimo, że do końca regularnego sezonu PlusLigi pozostały jeszcze dwie kolejki zaczyna się właśnie „money time”- czas decydujących rozstrzygnięć.

Będąc po raz pierwszy od wielu lat kibicem zza telewizora, znając smak czym są tak na prawdę play-offy, odliczam godziny do rozpoczęcia najpierw kolejki numer 25 (dosłownie trzy godziny), a później już samych play-offów.

Znamy już osiem najlepszych drużyn, tu już nic nie może się wydarzyć, i trochę mi żal warszawskich Wilczków Bednaruka. Niestety na przekroju całego sezonu zdarzyło im się za dużo „frajerskich” wpadek, które trzeba im po prostu wybaczyć. Nauka i tak dla nich doskonała. A trener Bednaruk po raz kolejny pokazał lidze, że jest mistrzem drużyn z drugiego planu.

Przyjmuję w tym sezonie pozycję kibica Zaksy, bo spędziłem tam cztery cudowne lata. I właśnie to kędzierzyńska Zaksa, mimo – nie boję się tak tego  nazwać – nieudanego sezonu, absolutnie dodaje smaczku  zbliżającym się play-offom. 

Zarówno w Bełchatowie jak i Rzeszowie znają doskonale swoją wartość i nie boją się nikogo, ale to właśnie jeden z tych zespołów trafi na pierwszy mecz do Kędzierzyna. I z pewnością będą walczyć do upadłego by Zaksa pojechała do tych drugich. Bo i formuła w tym roku może sprzyjać kędzierzynianom. Pierwsza runda to walka do dwóch zwycięstw, a pierwsze spotkanie będzie właśnie w Kędzierzynie.

Na mecz kończący pierwszą rundę Skra – Resovia w łódzkiej Atlas Arenie wybrałem się z wielką ochotą. I jeszcze dziś, do ostatniego tchu będę bronił swojego zdania, że to wcale nie była wielka klapa. Po prostu w tamtym okresie Skra była za mocna na każdego w tej lidze.  W dodatku, jeszcze tego samego dnia, prognozowałem na twiterze, że Skrę czeka kryzys i ten, choć oczywiście w swoistym bełchatowskim wymiarze, nastąpił. Bo musiał. Teraz zarówno Sovia (grająca tym razem w swojej, zajebiście głośnej twierdzy) jest w innej dyspozycji, jak i Skra, która niedawno przejechała się po włoskiej Maceracie. Money time już wkrótce. A ja po prostu nie mogę się doczekać.

I jeszcze na chwilę o Skrze i jej kryzysach. Dwa lata temu bełchatowianie złapali zadyszkę. Kto z nas nie fascynował się ich ćwierćfinałową rywalizacją do ostatniego tchu z rzeszowianami? I teraz myślę, że każdy musi brać pod uwagę, że może i Zaksa gra w tym sezonie słabo, ale ta Zaksa już wkrótce wyjdzie do playoffów nastawiona na walkę do ostatniej kropli krwi, bo i tak nie ma już nic do stracenia. I każdy kto będzie chciał rozprawić się z kędzierzynami straci ogromny zapas sił.

Patrząc z perspektywy Zaksy wolałbym aby trafili na Skrę. I nie dlatego, że jest słabsza od Resovii! 

Nauczony doświadczeniem, choćby tym z poprzedniego sezonu, wiem, że w obecnej sytuacji kadrowej dużo trudniej będzie kędzierzynianom walczyć z szeroką ławką rzeszowskich rezerwowych. A ta wciąż ma jeszcze w rękawie ich kapitana Alka! Aby złamać ducha rzeszowian trzeba walczyć i walczyć i walczyć a na to – zwyczajnie – Zaksa nie będzie miała sił. Pokonać bełchatowian to nie lada wyzwanie, ale na moje oko bardziej prawdopodobne – przypomnę choćby tegoroczne 3-0 w Kędzierzynie – niż próbować walczyć z niekończącymi się wojskami Andrzeja Kowala.

Coraz to bardziej tęsknie już za ligowym życiem, zwłaszcza teraz, gdy wiem jakie emocje niesie za sobą faza play-off. Z pewnością będę próbował zobaczyć na żywo jak najwięcej spotkań, a resztę po prostu obejrzę w domu. Bo z pewnością wiele się jeszcze wydarzy.

Kawałek mnie, z racji wieloletniej przyjaźni z Andreą, sympatyzuje też Lotosowi. Analizując w jaki szelmowski sposób wtargnęli w tym sezonie do czołówki nie sposób im odmówić niczego. Zasługują na uznanie, i głęboko wierze, że będą w czwórce najlepszych drużyn tego sezonu.

I tu na myśl od razu przypomina mi się sezon, w którym bydgoska Delecta pod wodzą Stefana czarowała w lidze. Patrząc na grę Antigi i patrząc jak teraz dowodzi gdańskim zespołem Mikuś nie sposób nie zauważyć wielu analogii. Nie wiem czy, podobnie jak wtedy Delectę, stać gdańszczan na walkę o najcenniejszy kruszec, ale z pewnością podbili w tym sezonie serca, niezdecydowanych komu je oddać, kibiców. A teraz będą dalej #robićswoje.

Money time czas zacząć!

One thought on “Money time

Dodaj komentarz