Resovia vs Skra czyli Polska zajęła Berlin

Gdyby ten półfinał odbywał się tydzień temu wskazanie faworyta byłoby o wiele łatwiejsze. Resovia pewnie sięgnęła  – można to śmiało po awansie do finału powiedzieć – po swoje, a Skra stała ledwo na nogach, po przyjęciu kilku mocnych ciosów, w tym ten ostatni, lewy podbródkowy od bandy Anastasiego, który w zasadzie był na położenie rywala na deski.

Dziesięć dni odpoczynku i przerwy od gry to w siatkarskim kalendarzu wręcz legenda. Lekki postrach dla wszystkich trenerów, bo niby skąd brać doświadczenie w gospodarowaniu takim ogromem czasu na trening. Na poważnie jednak mówiąc – dziesięć dni to szmat czasu, który postawi na nogi nawet najbardziej zranioną zwierzynę. Zwłaszcza gdy jest to tak wielki zespół, jakim bezsprzecznie jest Skra.

Wybrać faworyta tego półfinału nie jest więc łatwo. Oczywiście jeśli nie bije mocniej Ci serce dla jednej z grających w Berlinie drużyn. Wtedy faworyt jest zawsze oczywisty.

W kończącym się sezonie te ekipy spotkały się już dwa razy. Wliczając ten sobotni, w skrajnej sytuacji,  mogą zagrać ze sobą jeszcze siedem. I za każdym razem wskazać faworyta będzie szalenie trudno. Zbyt dobre to drużyny by dzieliła ich wyraźna przepaść.

Pierwsze spotkanie było popisem niezwykle widowiskowej, stojącej na niebotycznym poziomie, bełchatowskiej Skry. Mimo, że rzeszowianom się za ten mecz oberwało, to spotkanie w Atlas Arenie narobiło więcej krzywdy samej Skrze, która teraz, za każdym razem, musi się mierzyć z chyba nieosiągalnym już poziomem.

Drugie spotkanie było o wiele bardziej wyrównane. Falowała w nim jedynie Resovia marnując wysokie przewagi, dając tym samym nadzieje Skrze na wywiezienie z rzeszowskiej twierdzy Podpromie tytułu mistrza rundy zasadniczej. Skończyło się ostatecznie na złamaniu bełchatowian a sam mecz należał do najbardziej widowiskowych tego sezonu.

Kto więc wygra w Berlinie?

Co przemawia za Resovią?

  • Zbliża się koniec sezonu, czyli czas szczytu formy.
    Im dłużej rzeszowianie utrzymują się w walce o tytuł tym stają się niebezpieczniejsi. Andrzej Kowal rok w rok obrywa początkowo po głowie, za wpadki i nierówny styl, jednak na końcu jego Resovia jest piekielnie silna, bo szczyt formy ma zawsze przypaść na przełom marca i kwietnia. Może się okazać, jak było to w latach poprzednich, że rzeszowianom o wiele trudniej jest awansować do Final Four niż w nim coś osiągnąć. Są na fali co potwierdzili w półfinałach z Jastrzębiem.
  • Potęga ławki rezerwowych.
    Skra złapała zadyszkę, bo przez kontuzje – lub inne niedogodności – swoich kluczowych zawodników inni musieli być eksploatowani do granic możliwości. Resovia od kilku lat przyjmuje strategię równej czternastki, w której być może i brak wyraźnego lidera (chociaż Jochen Schoeps o tym chyba nie wie) ale każdy jest zdolny do tego by wyprowadzić zespół nawet z największych opałów.
  • Spokojny koniec sezonu.
    Sovia w finale PlusLigi już jest. Bełchatowianie oczywiście nie stracili swojej szansy, ale z pewnością w ich obozie było w ostatnim czasie o wiele więcej nerwów. Brak awansu do finału to groźba nieudanego sezonu. Resovia przygotowywała się zdecydowanie w lepszej atmosferze, podgrzanej jeszcze trzema zwycięstwami przeciwko Jastrzębiu.
  • Niezbadane są postawy Lotmana :)
    Nie wiem jak Paul to robi, ale gdy przychodzi czas najważniejszych rozstrzygnięć, włącza szósty bieg czym zaskakuję wszystkich. Wyspecjalizował się co prawda w nękaniu mojej Zaksy, ale ten gość może w najważniejszych momentach dołożyć od siebie ekstra obronę, lub serię zagrywek, która może odmienić losy spotkania.

 

Co przemawia za Skrą?

  • Doświadczenie.
    To już czwarty Final Four bełchatowian w ostatniej dekadzie. Dla rzeszowian – przynajmniej tego pokolenia –  to debiut. Takie turnieje trzeba nauczyć się grać, a przykładem był 2013 rok gdzie z Zaksą zagraliśmy doskonałe dwa spotkania i wróciliśmy do kraju bez medalu. Bełchatowianie takie medale już mają, a taki Winiar – tu jestem w stanie zaryzykować i postawić – pewnie już nawet nie wie, który dla niego Final Four.
  • Hart ducha.
    Ten zespół pokazywał, że szybko potrafi wyciągać wnioski ze swoich kryzysów i nie przez przypadek powrócił po dwóch latach na tron. Nawet w czasach kryzysu.
  • Jeden mecz.
    Gdyby dzisiaj miało dość do walki w play-offach, gdzie swoją wyższość trzeba potwierdzić trzy razy, bez wahania postawiłbym na Resovię. Ma szerszy, bardziej wyrównany i na dzisiaj o wiele lepiej funkcjonujący skład. Jednak ten półfinał to tylko jedno spotkanie i tu szanse Skry mocno rosną. Bo w walce na gołe klaty (czytaj potencjały pierwszych szóstek) to bełchatowianie zdecydowanie górują.
  • Mariusz Wlazły.
    Mario od kliku tygodniu, z wielu przyczyn, przechodził na boisku kryzys. Wyobraźcie sobie więc, że skoro Skra potrafiła pokonać dwie włoskie drużyny z grającym, nazwijmy to delikatnie, średnio Wlazłym, to jaka jest moc tego zespołu z Mariuszem w formie? A Mario wróci, bo uwierzcie mi na słowo, nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż wkurzony i zdeterminowany Wlazły. On zawsze wraca.

Gdybyście pożyczyli mi – na wieczne nieoddanie – pieniądze to może skusiłbym się zaryzykować. Tylko i wyłącznie dlatego, że aby Skra mogła spokojnie wrócić na swoje tory brakuje jej przede wszystkim zwycięstwa, postawiłbym na Resovię. Ale to tak 51 do 49. Bo Resovia po prostu wydaje mi się bardziej stabilna na ten moment. (No i ten Lotman:))

I z wielką przyjemnością przyszło mi obserwować to w jaki sposób „sprzedawały” ten półfinał obie ekipy. Pojawiły się pamiątkowe koszulki (w końcu zaczynamy dobrze kombinować!) i to przed a nie po turnieju, kluby zapraszały kibiców na otwarte treningi, a całkiem niedawno trafił do sieci filmik z nowojorskiego Time Square. (Znajdziesz go tutaj!) Filmik jednego ze sponsorów Resovii, który przeniósł polską siatkówkę na salony. To, że na parkietach zaczynamy dominować również klubowo dowodzi historyczna obecność dwóch polskich ekip w turnieju finałowym. Teraz zaczynamy przecierać nowe szlaki i wykorzystywać sportowy potencjał również na marketingowym polu.

Ten półfinał to nagroda dla obu ekip, ale niestety jedna z nich w niedziele zagra finał pocieszenia. Faworyt turnieju wydaje się jeden. Krezusi z Kazania już po raz kolejny wydają się jechać na finał po swoje. To po to rokrocznie buduje się u nich plejadę gwiazd, by na koniec sezonu zdobyć to najcenniejsze w Europie trofeum. Tak się jednak składa, że przez ostatnie cztery lata zdobyli ten tytuł tylko raz. Będąc lepszym od bełchatowskiej Skry dosłownie o jedną błędną decyzje arbitra.

Bycie faworytem Rosjanom zwykle nie służy.

Niezależnie do której z polskich drużyn należy Wasze serce musimy pamiętać, a świadczą o tym wszystkie przekazy z Berlina, że w ten weekend niemiecka stolica została zdobyta przez polską siatkówkę. Janek Kos byłby z nas dumny.

Udanego siatkarskiego weekendu wszystkim!

 

One thought on “Resovia vs Skra czyli Polska zajęła Berlin

Dodaj komentarz