W dżungli podświadomości – recenzja

W dżungli podświadomości
Beata Pawlikowska, 2013, wyd. Burda Publishing Polska

To książka dla:

  • każdego

Niesamowitym zjawiskiem jest dla mnie fakt, że w zasadzie każdy kto w moim otoczeniu został zapytany o Beatę Pawlikowską, szczególnie gdy były to kobiety, reagował na bardzo podobnych zasadach. „No jakoś mnie ta kobieta nie przekonuje”.

Ponieważ dla mnie, przez wiele lat, Beata Pawlikowska kojarzyła się tylko i wyłącznie z zasłyszaną – i to przez przypadek – audycją o włamaniu do jej auta, gdzie na żywo zawodowy złodziej wyjaśniał, że nie ma takich zabezpieczeń, na które złodzieje nie znają rozwiązania, ta reakcja była bardzo dziwna i intrygująca. Sam czułem, nie mając żadnych ku temu podstaw, że ona „taka jakaś dziwna jest”.

Niesamowitym jest fakt, że kiedy czytasz jej „W dżungli podświadomości” bardzo szybko poznajesz odpowiedź dlaczego tak jest. A przecież Pawlikowska nie broni się przed tego typu atakiem. Możliwe, że ona nigdy nie spotkała się z takimi reakcjami, choć skala nieznanej niechęci z którą się spotkałem, pozwala mi przyjąć tezę, że i ona ma tego świadomość. Krok po kroku zagłębiając się, w coby nie powiedzieć jednak historię jej życia, odkrywasz nieznany -ale tylko z wierzchu – Tobie świat.

Poznajesz odpowiedź, która do dziś jest dla mnie zjawiskowa. Czemu, kompletnie nie mając pojęcia co za nazwiskiem Pawlikowska stoi, masz przed nią obawy. I ile czasu będziesz walczyć, żeby w końcu sięgnąć po serię jej książek. A później już tylko zanurzasz się w tym, co ma Ci do powiedzenia. I nagle otwierają się drzwi.

To książka od początku do końca kierowana do kobiet. Dlatego też, każda kolejna kobieta po przeczytaniu dziwi się, że to ja ją jej poleciłem. Bo to książka kierowana do kobiet, ale dla każdego kto chce usłyszeć coś ciekawego, często fundamentalnego o sobie, znajdzie się fragment, którego nie da się zamknąć w granicach określających płeć.

Tym razem to przypadek zdecydował, że odkryłem tę książkę. Szukając sposoby by naturalnie, bez żadnych problemów odejść od słuchania muzyki podczas biegania, postanowiłem spróbować audiobooka. Czemu zdecydowałem się na właśnie Dżunglę? Nie wiem. Jestem zdania, że na każdą książkę jest odpowiedni czas. Ten widocznie był dla mnie odpowiedni by sięgnąć po „W dżungli podświadomości”.

Coraz częściej mówi się – tu akurat mam na myśli Polskę – że praca mentalna jest niezwykle istotna w pracy w zawodowym sporcie. Słowo podświadomość jeszcze niedawno było raczej tematem tabu, a dziś, poszukując to coraz to nowszych rozwiązań na osiąganie sukcesów i to pojęcie zawitało do profesjonalnej siatkówki. Chyba dlatego skusiłem się by dowiedzieć się co niesie za sobą ta tajemnicza dżungla Pawlikowskiej.

I jeśli tylko słyszałeś kiedyś audycję Pawlikowskiej w Radiu Zet to możesz się domyślać, że to ona sama czyta tę książkę. I od pierwszego zdania przenosi Cię w świat, który może być dla Ciebie trudnym do ogarnięcia, ale z wielką pozytywną nutą na samym końcu. Bo nagle zaczynasz dostrzegać problemy, których nigdy dotąd nie widziałeś. A rozwiązania stają się często oczywiste.

Próbowałem po tym audiobooku słuchać kolejnych, ale już żaden nie dorównał poziomowi Pawlikowskiej. Zarówno treścią, jak i samą wokalną interpretacją. Biegając z słuchawkami w uszach narażasz się na utraty koncentracji, a ta, ani razu w przypadku Pawlikowskiej nie wymknęła mi się z pod kontroli. Wszystko jest na swoim miejscu. Jeśli więc zdecydujesz się tę książkę przeczytać, a już teraz Cię do tego gorąco zapraszam, to pamiętaj proszę o tym, że warto też oddać się audiobookowi. To po prostu niesamowite przeżycie. Od pierwszego wręcz dźwięku.

To książka głównie dla kobiet, bo to historia kobiety. Kobiety zgwałconej, która tego gwałtu nie przekuwa tego w marketingowy show typu upadłam ale powstałam. To historia kobiety, która przyznaje się do tego, że to ona ten gwałt sprowokowała całym swoim dotychczasowym życiem. I dopiero ta sytuacja popchnęła ją do tego by wiele w swoim życiu zbudować od nowa. Bo każdy może to zrobić.

Są takie dwa miejsca w Jaworznie, gdzie często biegam i które – już chyba na zawsze – będą miejscami Pawlikowskiej. W jednym akurat opowiadała jak doszło do spotkania jej przyszłego gwałciciela, a w drugim jak do tego gwałtu doszło. Tak mocno to wywarło na mnie wrażenie, że dziś kiedy już bez słuchawek biegam w tych miejscach, od razu przypominają się emocje, które na skutek jej słów we mnie się gotowały.

To nie jest jednak historia tylko Beaty Pawlikowskiej. W jednym z rozdziałów widzisz opowieść o swojej siostrze, w innym historię swojej mamy a jeszcze w innym kuzyna. A praktycznie w każdym z tych rozdziałów widzisz sam siebie. Bo to książka o mnie i o Tobie. I o tym co Tobą rządzi w przeróżnych, życiowych sytuacjach.

Pawlikowska nie namawia do porzucenia domu, sprzedania samochodu i oddania wszystkich pieniędzy na Harego Krisznę. Takie czasami miałem wrażenie, że ludzie pojmują jej osobę, gdy mówiłem o tej książce. Ona Cię do niczego nie namawia.Wskazuje tylko gdzie leży problem. A jak się możesz domyślać, leży on w Tobie.  I mówi dlaczego tak się tego boisz.

Trudna jest to książka i dla wielu może być jeszcze za wcześnie by przez nią wyjść bez szwanku. Nie ukrywam, że i ja musiałem kilkakrotnie zatrzymać się by oddać się refleksji. Ale to właśnie jest największa moc tej książki. Po niej możesz, jeśli tylko będziesz tego chciał, być innym. 

Gdybym miał komuś zrobić prezent to będzie nim ta książka. I niech to posłuży za moją rekomendacje.

Dodaj komentarz